WYDARZENIA
10.06.2015
W Krakowie coraz częściej leje się krew

Po tym jak w jedną z ostatnich weekendowych nocy trzy osoby zostały ranne po dwóch atakach ostrymi narzędziami w centrum Krakowa, internauta posługujący się nickiem „sędzia” umieścił na portalu „Polski-Gazety Krakowskiej” dramatyczny wpis, którego fragmenty zamieszczam poniżej:

Ludzie w Krakowie (i nie tylko w Krakowie) mają dość tego, co dzieje się na ulicach nocami i dniami. To nie są żadne porachunki kibiców! Ofiarami stają się osoby postronne. A bandyci to nie kibice, tylko wyrostki, które krzywdzą ludzi z nudów!!!

Nie wiecie do jakich prymitywizmów dochodzi? Stoi pod blokiem grupka osób, generalnie bez mózgów, czekająca na to, żeby pokazać „kto tu rządzi”. Zaakcentują to pięściami, ale najpierw trzeba znaleźć ofiarę. Z klatki schodowej wychodzi przypadkowy człowiek, młody. Zaczepka: „za kim jesteś?”, albo prościej: „co się gapisz?”, „coś ci nie pasuje?”, itp.... Tu nie ważne nawet jaka odpowiedź padnie. Wystarczyło, że na bloku napisane było „Wisła” albo „Cracovia”, gość miał pecha, bo trafił na narwańców i frustratów chcących sobie ulżyć.

Tacy ludzie to swołocz. Kompletna dzicz! Nie ma hamulców. Dzieciaka, który wychodzi z psem na spacer potrafią skatować. Nie tylko noże są w użyciu. Kopanie po głowie, żyletki, ciosy kompletnie bez wyobraźni. Były też przypadki zabicia człowieka kamieniem czy płytką chodnikową(!). Przecież to istna dżungla!

Prawda jest taka, że te rzeczy dzieją się od dawna! 20 lat temu, gdy chodziłem do szkoły, też były te tematy. Teraz boję się o żonę i dziecko, które wraca po szkole do domu. Na tych osiedlach o 12 w południe można zostać zaatakowanym, okradzionym i upodlonym.

Najbardziej boli mnie to, że w tej walce ja jako uczciwy obywatel jestem na przegranej pozycji. Mam dom, rodzinę, pracę, problemy, codzienność, odpowiedzialność. Bandyci mają to wszystko gdzieś. Po pierwsze nie mają nic więc i nic do stracenia, a po drugie nie mają wyobraźni. Stając, bądź co bądź, w niecodziennej konfrontacji wiem z góry, że nie wolno mi się bronić. Tzn. wolno, ale do pewnego stopnia.

Szczerze mówiąc boję się bandytów z dwóch powodów - bo mogą mi zrobić krzywdę, lub Ja mogę zrobić im krzywdę. Wówczas sam idę siedzieć. Bo w 99% przypadków zostaje w PL przekroczona obrona konieczna wg definicji prokuratur i różnej maści adwokato-sądów. Drażni mnie to, że wg prawa w zasadzie mogę uciec, poza tym nic.
 Tak być nie może! Ja nie chcę broni do ręki. Ale chcę móc odpowiedzieć bandytom nie tylko tak, aby zachować skórę, ale także honor. Chciałbym, aby prawo w Polsce dawało możliwość obrony siebie, swoich rodzin i dobytku bardziej niż ma to miejsce teraz. Bandyci powinni się bać uczciwych obywateli. Teraz ktoś kto ma normalne życie, to „flet” i „frajer” do spuszczenia wpier.....

A policja? Jaka policja? Pt/So/Nd uliczki przy rynku pełne w nocy wracających z imprez, na rauszu, wstawionych, agresywnych. W tak oczywistych godzinach i miejscach ich nie ma, to czego się spodziewać? Będą na Prądniku między blokowiskami. Prewencja! Tego w ogóle nie ma. A wystarczy, żeby byli widziani na osiedlach - to już zdyscyplinuje i pomoże zapobiec wielu tragediom!

Nie jest to pierwszy głos w tej sprawie. Bezpieczeństwo w podwawelskim grodzie pozostawia wiele do życzenia i to nawet w samym centrum. Jeden z przywołanych wyżej napadów miał przecież miejsce na ulicy Karmelickiej, czyli 5 minut spacerem od Rynku Głównego.

Władze miasta ciągle obiecują zwiększenie liczby patroli i zdecydowane przeciwdziałanie chuligańskim wybrykom, ale na razie są to jedynie zapowiedzi.

To co dzieje się od dawna w tej materii w Krakowie przynosi wstyd duchowej stolicy Polski.

Jerzy Bukowski

wstecz
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Treść komentarza
Twój podpis
Kod antyspamowy
 



              Nowy Kraków - Niezależny Portal Informacyjny